Zielonogórski szpital podaje liczbę pacjentów, którzy wymagali leczenia po sobotniej gołoledzi. W ciągu doby opatrzono aż 95 osób.

W sobotę nie warto było wychodzić z domu, wyjeżdżać w trasę autem. Opady marznącego deszczu zamieniły chodniki i ulice w lodowiska. Miasto, ale także województwo opanowała gołoledź. Marznące deszcze przyszły do nas z Niemiec. Niestety, niektórzy ostrzeżeń nie posłuchali. Wyjście po bułki do piekarni dla wielu skończyło się wizytą w szpitalu.

 

– W sobotę przed południem zadzwonił do mnie szef Szpitalnego Oddziału Ratunkowego, prosił, żeby zaapelować do mieszkańców, żeby nie wychodzili z domów. Liczba pacjentów była porażająca. Daliśmy szybko komunikaty w radiach – opowiada Sylwia Malcher-Nowak, rzeczniczka Szpitala Uniwersyteckiego w Zielonej Górze. Sobotnia doba zakończyła się leczeniem aż 95 osób. Mieszkańcy łamali ręce, nogi, miednice. Niektórzy tak nieszczęśliwie upadli, że mieli obrażenia głowy.

W większości pacjenci to osoby starsze. Wiele z nich zostało dowiezionych karetką. Połowa z nich musiała dziś wrócić na kontrolę do ambulatorium.

 
autor tekstu: msw