(68) 32 96 200
sekretariat@szpital.zgora.pl
  

Z końcem czerwca ze szpitali zniknie część łóżek. Powód? Rozporządzenie ministra zdrowia, które każe dostosować liczbę łóżek do liczby pielęgniarek. Okazuje się, że w szpitalu wojewódzkim w Gorzowie problem może być naprawdę poważny. - Nie jestem sobie w stanie wyobrazić tej redukcji - mówi wiceprezes szpitala wojewódzkiego Robert Surowiec. Co to oznacza dla pacjentów?

- Najbardziej ucierpią pacjenci, którzy mają zaplanowane zabiegi bądź leczenie - mówi Robert Surowiec.

 

 

Zgodnie z nowymi wymogami na jedno łóżko na zwykłym oddziale musi przypadać 0, 6 etatu pielęgniarki. W przypadku łóżka chirurgicznego wskaźnik sięga 0,7 etatu. W pediatrii normy zatrudnienia pielęgniarek są jeszcze wyższe (0,8 dla oddziałów zachowawczych i 0,9 dla zabiegowych).

 

Największy problem jest w szpitalu wojewódzkim w Gorzowie.

 

- Mamy pacjentów nie tylko miejscowych, ale też z innych miejscowości, którzy pomimo że mają swój szpital przyjeżdżają do nas. Do szpitala w Gorzowie trafiają też pacjenci, których stan w szpitalach ościennych się pogorszył, lub też pacjenci przywożeni śmigłowcem - mówi wiceprezes Surowiec.

 

Jak to wygląda w Zielonej Górze?

 

- Postanowiliśmy zmniejszyć liczbę łóżek na tych oddziałach, na których w ciągu roku wykorzystanie łóżek jest na poziomie niższym niż 70 procent. Łącznie dotyczy to 36 łóżek. Pozostaje ich 721 - mówi prezes Szpitala Uniwersyteckiego w Zielonej Górze dr Marek Działoszyński. - Nie oznacza to obniżenia standardów jakości opieki nad pacjentem.

 

W Słubicach pacjenci na razie nie mają się o co martwić, bo choć łóżka znikną, nie zabraknie dla nich miejsc w szpitalu. Co prawda, szpital będzie musiał zmniejszyć ilość łóżek ze 150 do 115, ale to nie oznacza żadnych komplikacji. - Na niektórych oddziałach łóżek mamy sporo, a obłożenie to tylko 25 procent - mówi Łukasz Kaczmarek, prezes szpitala w Słubicach. - Na oddziałach, gdzie obciążenie jest większe nie likwidujemy łóżek, znikną one z oddziałów, gdzie mamy mało pacjentów - dodaje.

- Brakuje odpowiedniej kadry. Ustawodawca nie zabezpieczył tej kwestii, więc należy się spodziewać, że będzie mniej miejsc w szpitalu - mówi z kolei Beata Kucuń, dyrektor szpitala w Sulechowie.

 

 

Mieszkańcy już się obawiają konsekwencji. - Przecież w szpitalu wojewódzkim planuje się mnóstwo zabiegów. Nie wyobrażam sobie czekać pół roku na zabieg i usłyszeć, że go nie będzie, bo nie ma dla mnie łóżka. To jakiś absurd - denerwuje się Danuta Klimczak z Gorzowa.

Autor tekstu:
Filip Ziarek